„St. Anger” był innowacyjną płytą Metalliki i miał dobre brzmienie?
Ta płyta Metalliki poróżniła fanów. Czy wkurzała swoim brzmieniem czy zachwycała innowacyjnością?
W 2003 roku Metallica powróciła z albumem „St. Anger”. Płyta natychmiast poróżniła fanów zespołu: produkcją, konstrukcją utworów, brakiem solówek, brzmieniem werbla…
A co o niej myśli Martin Popoff? Martin Popoff to kanadyjski dziennikarz muzyczny działający na rynku już od prawie 50 lat. Na koncie ma książki na temat takich zespołów, jak UFO, Black Sabbath, Judas Priest, AC/DC czy Pink Floyd.
Ostatnio w wywiadzie dla “Booked On Rock with Eric Senich”, w którym promował swoją najnowszą książkę „Metallica: Album by Album” omawiającą wszystkie płyty Metalliki, Popoff podzielił się swoją opinią:
Nigdy nie znosiłem tego albumu. Uważałem, że był fajny i innowacyjny. Uwielbiałem jego produkcję – uważałem, że była fajna. Nie brakowało mi solówek. To było trochę numetalowe. Teksty trochę za bardzo odsłaniały Jamesa… Nie chcemy słuchać o zmaganiach Jamesa, ale chcemy, żeby nasz James wygrywał. Kochamy Jamesa. W tamtym czasie to brzmiało nieco zbyt emo, zbyt numetalowo. Ale podobało mi się, że próbowali zrobić coś zupełnie innego. Werbel brzmiał dziwnie ale mnie nie wkurzał. Podobało mi się brzmienie gitary i niektóre piosenki. Podobało mi się, że odeszli od ery „Load”, „Reload”. Nigdy więc nie darzyłem tego albumu nienawiścią. Nie miałem z nim problemu.
Do dziś Metallica rzadko wykonuje utwory z „St. Anger”, ale czasami sięga po nie na koncertach.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!
Zaloguj się, aby skomentować.